| NAZWA WYDARZENIA: | Wycieczka do Krakowa | ||||
| DATA WYDARZENIA: | 26-28.11.2006 | ETAP: |
RODZAJ: |
||
| NAUCZYCIEL-ORGANIZATOR: | p. Dolatowska
Maria p. Popławska Barbara p. Łukaszuk Grażyna |
||||
| UCZNIOWIE-ORGANIZATORZY: | - | ||||
| ORGANIZATOR Z ZEWNĄTRZ: | - | ||||
| UCZESTNICY (dla kogo zorganizowano): | uczniowie klas VI | ||||
26.10.2006
uczniowie klas szóstych będący miłośnikami wycieczek krajoznawczych zwarli swoje
szeregi w liczbie 44 (słynna Mickiewiczowska liczba) i wyruszyli bladym świtem o
godzinie 5.28 na wycieczkę do Krakowa. Pieczę nad nimi sprawowały cztery czujne
opiekunki, te o których się mówi "że mają oczy z przodu i z tyłu głowy".
Miejsca w pociągu były zaiste luksusowe, dla niektórych nawet leżące ale większość
młodzieży wolała wykorzystać mnóstwo wolnego czasu (bo aż dziewięć godzin jazdy)
na prywatne ploteczki i tzw. "śmichy-chichy".
Gdy przekroczyliśmy granicę Małopolski, naszym oczom ukazał się przepiękny wyżynny
krajobraz Jury Krakowsko-Częstochowskiej mieniący się paletą złocistych, jesiennych
barw poprzetykanych zagonami zielonej i fioletowej kapusty. "Chyba Ci Krakowiacy to
tylko kapustą się żywią" - takie opinie można było usłyszeć w pociągu.
Około godz. 14.15 byliśmy już na miejscu. Najpierw poszliśmy złożyć swoje plecaki w
przytulnym schronisku przy ulicy Oleandry. Dzieciaki szalały z radości bowiem trafiły
im się łóżka piętrowe w pokojach 6, 8 i 14 osobowych.
Po krótkim odpoczynku poszliśmy zwiedzać Rynek Główny i pięknie oświetlone
Sukiennice, które urzekły nas swoją gotycką architekturą z XIII wieku.
27.10.2006 wyruszyliśmy na podbój duchowy dawnej stolicy pod przewodnictwem szybkiej jak
torpeda p. Strzeleckiej-Dolatowskiej i młodszego przewodnika będącego z Krakowem
"za pan brat" - Błażeja Dikunowa. Po raz drugi byliśmy na Starym Mieście
gdzie, od razu dzieciaki mogły buszować po straganach i kramikach w poszukiwaniu
pamiątek. Dziewczynki upodobały sobie drewniane korale i bransolety, a chłopcy -
maskotki "smoki", pocztówki i monety. Potem przestąpiliśmy próg
przepięknego gotyckiego kościoła Mariackiego. Wszyscy z zapartym tchem czekaliśmy na
otwarcie ołtarza Wita Stwosza, jednego z najbardziej znanych ołtarzy w Europie.
Następnie wysłuchaliśmy hejnału z Wieży Mariackiej. Dużą frajdę sprawił nam
hejnalista, który na zakończenie gry pomachał nam trąbką.
Następnym naszym celem było zobaczenie grodu wawelskiego aż tu nagle.. okazało się,
że zabrakło jednej duszyczki. Gdyby nie czujne oko p. Łukaszuk, dziecię z naszej grupy
tkwiłoby w kościele do późnych godzin wieczornych. Już w komplecie przeszliśmy
ulicą Franciszkańska 3 czule popatrzyliśmy w okno papieskie i udaliśmy się na Wawel.
Na Wawelu zwiedzaliśmy komnaty królewskie, gdzie podziwialiśmy fantastyczne meble
florenckie z XV i XVI wieku oraz olbrzymie, misternie tkane i bogato zdobione arrasy.
Dzieciom najbardziej podobała się komnata balowa. Niektóre panny zamknęły oczy i
zawirowały dookoła Sali (na szczęście, że w tym samym czasie też zamknął oczy pan
pilnujący porządku). Uczniowie byli bardzo dociekliwi, zadawali wiele interesujących
pytań. Dowiedzieliśmy się na przykład, że ściany sali wyścielone zostały ze skór
kozich sprowadzonych z Hiszpanii.
Opuszczając gród wawelski poszliśmy na spotkanie z jego strażnikiem - smokiem, który
zionął ogniem, ale tylko przekupić go można było wysyłając SMS-a.
Następnym naszym celem było zdobycie Kopca Kościuszki i podziwianie z góry panoramy
miasta.
28.10.2006 to ostatni dzień naszego pobytu nasze kroki kierujemy w stronę dworca.
Jeszcze krótkie pożegnanie z Rynkiem i pomachanie ręką konikom zaprzęgniętym w
eleganckie dorożki (koszt przejazdu 100 złotych), przejście przez Bramę Floriańską i
zdjęcie przed Barbakanem (aż 130 okienek strzelniczych!). W drodze do pociągu dzielimy
się wrażeniami. Dzieci są zauroczone i zafascynowane Krakowem. Cel wycieczki został
osiągnięty - "rozbudzenie uczuć narodowej dumy" (cytuję za Ministrem
Edukacji).
Około godz. 22 stęsknieni rodzice czule ucałowali swoje pociechy.
To był
naprawdę mistyczny Kraków.